Aktualności

Rozmowa z Josepem Solé Collem, I organistą bazyliki św. Piotra i dr. hab. Witoldem Zalewskim, prof. UPJPII, I organistą katedry wawelskiej

18.07.2025 Komunikaty

josep_sol_coll_15_vii_2025-1280.jpg

 

Josep Solé Coll, pierwszy organista bazyliki św. Piotra w Watykanie, organista liturgicznych celebracji Ojca Świętego i profesor Chóru Kaplicy Sykstyńskiej gościł w rektoracie Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie wraz z dr. hab. Witoldem Zalewskim, prof. UPJPII, pierwszym organistą katedry wawelskiej, a zarazem pracownikiem naukowym Instytutu Muzyki Kościelnej UPJPII, na którego zaproszenie Josep Solé Coll przyjechał do Polski. Z gościem z Watykanu spotkał się w siedzibie uczelni kanclerz UPJPII o. Fidelis Maciołek OFM.

Organista celebracji liturgicznych papieża wystąpił w Małopolsce z czterema koncertami organowymi. Można było go posłuchać w Krakowie, w Starej Wsi w gminie Wilamowice, gdzie zagrał i zaśpiewał w ramach letniego festiwalu organowego „Starowiejskie opowieści muzyczne w drewnianym kościele”. Wystąpił także podczas 29. Letnich Koncertów Organowych 2025 w Oświęcimiu i w Wadowickim Festiwalu Organowym. Po koncertach w Małopolsce udał się jeszcze z trzema koncertami organowymi na Pomorze.

 

Podczas wizyty w rektoracie UPJPII poprosiliśmy gościa z Watykanu o krótką rozmowę.

Jak odbiera Pan atmosferę festiwali organowych w Małopolsce? Czy nasza polska publiczność różni się od włoskiej lub hiszpańskiej, którą to z racji pochodzenia i licznych występów Pan również świetnie zna?

Josep Solé Coll: Odebrałem tutejszą publiczność jako bardzo ciepłą i bardzo obecną, bo na koncertach organowych w Rzymie jest niestety bardzo mało ludzi. A tutaj byłem naprawdę zaskoczony liczbą osób, które przychodzą na koncerty codziennie. W Rzymie koncerty odbywają się raz w tygodniu, czasem raz w miesiącu i niestety nie ma tam tylu słuchaczy co tutaj. Dlatego byłem bardzo zadowolony, widząc tak wielu ludzi przychodzących na koncerty i takie nimi zainteresowanie.

Czy któryś z koncertów, np. w Krakowie, Wadowicach, Oświęcimiu szczególnie zapadł Panu w pamięć? Co Pan najbardziej zapamiętał, ludzi, atmosferę?

Znowu wracając do ciepłej publiczności – spotkałem ją na każdym z koncertów, ale szczególnie w Wadowicach. Tam poczułem się jak w rodzinie, z księdzem, z wszystkimi. Po koncercie mieliśmy okazję wspólnie zjeść posiłek, naprawdę czułem się jakbym był w domu. To było dla mnie bardzo miłe.

Od kiedy jest Pan głównym organistą bazyliki św. Piotra w Rzymie?

Pierwszy raz zagrałem w Watykanie w 2009 roku. Z papieżem i Chórem Kaplicy Sykstyńskiej zacząłem współpracować w 2012 roku, ale oficjalne mianowanie na organistę papieskich celebracji przyszło dopiero w 2021 roku, po pandemii.

Czy pamięta Pan emocje towarzyszące pierwszemu występowi na organach w bazylice?

Tak, pamiętam. Pierwszy raz zagrałem, ponieważ organista zachorował dzień wcześniej, a kapelmistrz powiedział: „Przyjdź, zagraj”. Zagrałem więc bez prób, od razu. Z kolei pierwszy raz z papieżem zagrałem, bo organista miał koncert, więc ja musiałem zagrać mszę św. To była msza tuż po Wielkanocy, pierwsza, którą celebrował papież Franciszek po swoim wyborze. To były dla mnie bardzo piękne, do dziś niezapomniane przeżycia.

Jakie są Pana obowiązki jako głównego organisty w bazylice św. Piotra? Co, poza organizacją liturgii papieskiej i samą grą wchodzi w zakres pracy?

Pracuję codziennie. Mamy próby z Chórem Kaplicy Sykstyńskiej – to cztery godziny dziennie: dwie rano z dziećmi, dwie po południu z dorosłymi (i dziećmi razem). To od poniedziałku do piątku. W niedziele gram msze w bazylice – to osobne zadanie. Są też msze papieskie. Mam zwykłą umowę o pracę, wszystko jest formalnie uregulowane.

Jakie są największe wyzwania podczas gry na mszach papieskich, zwłaszcza tych transmitowanych?

Największe wyzwanie to odpowiedzialność. To, co gramy i śpiewamy, słyszy cały świat, głównie za pośrednictwem Vatican News. Dlatego musimy utrzymać odpowiedni poziom artystyczny i liturgiczny. Drugim wyzwaniem jest improwizacja, nie tylko muzyczna. Czasem papież się zatrzyma, czasem idzie szybciej i trzeba być gotowym do grania i „łatania” luk w celebracji.

Jak postrzega Pan rolę organisty w liturgii, jako artysty czy sługi modlitwy?

Myślę, że przede wszystkim sługa modlitwy. Współpracownik. Jak mówił św. Pius X, śpiew i muzyka mają prowadzić dusze do Boga. Najpierw towarzyszymy liturgii, potem pojawia się aspekt artystyczny. By improwizować trzeba się uczyć. By zagrać utwór trzeba się przygotować. Ale pierwsza rola to towarzyszenie liturgii.

Kto był dla Pana największą inspiracją muzyczną i duchową zarówno w liturgii, jak i w życiu?

Duchowa inspiracja płynie z mojego domu. Mój ojciec prowadził mały chór w naszym mieście, w Sabadell w Hiszpanii, gdzie się urodziłem. Dorastałem grając na mszach, w kościele. Teraz granie w Watykanie to jak spełnienie marzeń. Z duchowego punktu widzenia inspirują mnie liturgiści: św. Pius X, Benedykt XVI (szczególnie jego dokument o muzyce sakralnej), a także św. Jan Paweł II, który mając głęboką duchowość liturgiczną promował piękno liturgii, także w licznych wypowiedziach. Z artystycznego punktu widzenia na pewno inspirowała mnie i inspiruje francuska szkoła organowa: Daniel Roth, Olivier Latry, wielcy organiści z Notre Dame.

Czy muzyka pomaga Panu pogłębiać swoją wiarę?

Tak, moja praca polega właśnie na tym, by rozwijać moją wiarę i przekazywać ją przez muzykę.

Co powiedziałby Pan młodym muzykom kościelnym, którzy marzą o grze na organach w ważnych miejscach?

Najważniejsze to mieć wiarę. Bez niej nie da się grać w kościele. Praca z księżmi nie zawsze jest łatwa, także w Watykanie są trudności. Potrzebna jest wiara, by towarzyszyć liturgii i przekazywać ją słuchaczom. Trzeba też wiedzieć, czy chce się być organistą kościelnym, czy koncertowym – to różne drogi. Ale wszystko zaczyna się od wiary.

Czy ma Pan jakieś plany artystyczne lub prywatne związane z Polską? Chciałby Pan tu wrócić?

Jeśli mnie zaproszą i jeśli tylko będę mógł, z przyjemnością przyjadę.

Czy miał Pan kontakt z nowym papieżem Leonem?

Tak, miałem okazję dwa razy go pozdrowić i uścisnąć mu dłoń podczas dwóch niemal prywatnych celebracji. Było nas tam niewielu, więc i śpiewacy mieli okazję podejść i przywitać się z papieżem. W przyszłości, przy większych uroczystościach, pewnie będzie to trudniejsze.

A miał Pan jakiś kontakt z papieżem Benedyktem XVI?

Tak, na początku. Byłem nauczycielem dzieci z Kaplicy Sykstyńskiej i zagraliśmy dla niego i jego brata, Georga Ratzingera, koncert bożonarodzeniowy. Papież przyniósł dzieciom słodycze i zrobiliśmy wspólne zdjęcie. To było bardzo miłe.

Czy pamięta Pan jeszcze, z bezpośrednich spotkań, papieża Jana Pawła II?

Niestety nie. Przyjechałem do Rzymu w 2004 roku i zagrałem wtedy psalm responsoryjny na uroczystości Niepokalanego Poczęcia, a Jan Paweł II zmarł rok później. Do Kaplicy Sykstyńskiej dołączyłem dopiero w 2012 roku, czyli już za Benedykta XVI.

Bardzo dziękujemy za rozmowę.

Josep Solé Coll
Pochodzi z Hiszpanii. Naukę solfeżu i gry na fortepianie rozpoczął w 1984 roku w Accademia Marshall w Barcelonie w klasie Josepa Marii Masa i Carloty Garrigi. Następnie uczył się gry na organach w Liceu Conservatory w Barcelonie w klasie Josepa Marii Masa i Montserrat Torrent. Studia w zakresie gry na organach i improwizacji organowej odbył w latach 2004–2009 w Papieskim Instytucie Muzyki Sakralnej w Rzymie pod kierunkiem o. Theo Flury z Zakonu Świętego Benedykta. Uczestniczył w kursach interpretacji gry na organach we Francji, Włoszech, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych prowadzonych przez Oliviera Latry’ego, Daniela Rotha, Paolo Crivellaro, Michela Bouvarda i Marie-Claire Alain. Jako solista i koncertmistrz występował i akompaniował wielu zespołom muzycznym w Europie, Rosji, Chinach, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Brazylii i Meksyku. Jako organista liturgiczny grał w głównych parafiach swojego rodzinnego miasta Sabadell w Hiszpanii oraz w Rzymie: w bazylice Matki Bożej Większej (Santa Maria Maggiore) i bazylice św. Wawrzyńca za Murami (San Lorenzo fuori le Mura). Obecnie pełni posługę pierwszego organisty celebracji papieskich w bazylice św. Piotra w Watykanie.

 


O refleksje po czterech lipcowych koncertach w Małopolsce, podczas których wystąpili dwaj wybitni pierwsi organiści ważnych świątyń, poprosiliśmy jednego z nich, dr. hab. Witolda Zalewskiego, prof. UPJPII, a zarazem kierownika artystycznego festiwali organowych w Oświęcimiu i Wadowicach.

Witold Zalewski: Myślę, że to jest obustronna radość, że mogliśmy poznać się osobiście, wymienić się doświadczeniami. Mamy podobne spostrzeżenia, podobne widzenie liturgii, a zwłaszcza muzyki w liturgii. Traktuję tę pierwszą wizytę w Polsce Josepa Solé Colla po pierwsze jako wielki zaszczyt, a po drugie to wielka radość, że można było go gościć i że udało się zorganizować te cztery koncerty w Małopolsce, z których on sam czerpał dużą satysfakcję. Choć nie był to taki prosty wyjazd – Josep dotarł dopiero w dniu pierwszego z koncertów, ponieważ dzień wcześniej linie lotnicze strajkowały. Nie mógł więc, jak wcześniej planował, przyjechać dzień przed koncertem, niemniej wszystkie jego kreacje artystyczne zostały bardzo miło odebrane.

Josep Solé Coll mówił, że bardzo cieszyła go frekwencja na tych małopolskich koncertach z jego udziałem, z Waszym udziałem i że w Rzymie koncerty organowe nie przyciągają aż tylu słuchaczy…

Z pewnością stanowisko pierwszego organisty bazyliki św. Piotra przyciągnęło wielu melomanów, ale towarzyszyła temu także wyjątkowa wartość artystyczna. Nie chodziło wyłącznie o prestiżową funkcję, lecz przede wszystkim o jego umiejętności, muzykalność i to, co potrafi przekazać poprzez grę na organach. Wielka więc radość, że udało się tego wspaniałego organistę tutaj do nas zaprosić, a wspierała nas w tym zamierzeniu nasza wspólna znajoma, która jest dyrektorem muzycznym w katedrze św. Patryka na Manhattanie w Nowym Jorku.

Rozumiem, że kolejnymi gośćmi kierowanych przez Pana Profesora festiwali będą artyści związani z nowojorską katedrą św. Patryka?

Na bieżąco śledzimy plany wielu artystów – szczególnie tych wybitnych – i mamy na uwadze, kto, kiedy i w jakim okresie planuje być w Polsce. Gdy zbiega się to z naszą chęcią zaproszenia danego artysty oraz jego gotowością do występu, możemy połączyć siły i zrealizować wspólne przedsięwzięcie. Dzięki temu udaje się zorganizować wydarzenia, dopiąć je organizacyjnie i sprostać wymaganiom finansowym. Kluczem do sukcesu jest dobra współpraca i otwartość z obu stron.

Festiwale organowe w Małopolsce trwają. Okazuje się, że publiczność potrzebuje tych festiwali, koncertów organowych, ceni sobie ten rodzaj muzyki. Mówi Pan, że kościoły są wypełnione we wszystkich tych miejscach, gdzie się koncerty odbywają. Kraków zawsze słynął muzyką organową, Małopolska nią wybrzmiewa. Czyli, można powiedzieć, że muzyka organowa ma niesłabnącą w sobie moc?

Bez względu na to, gdzie jesteśmy – czy w Polsce, czy za granicą – ludzie z pewnością potrzebują kontaktu z żywą, dobrą muzyką. Kościoły sprzyjają takim spotkaniom z instrumentem, który jest im dobrze znany. Okres wakacyjny to szczególny czas, gdy wiele osób chętnie odwiedza świątynie, zarówno przy dobrej pogodzie, jak i zwłaszcza przy jej braku. I chyba zawsze tak było. Ja sam organizuję koncerty organowe od blisko 30 lat i ten trend nie słabnie. Wiele osób w pewnym momencie urlopu odczuwa potrzebę spotkania z muzyką, dobrą muzyką. Są też tacy, którzy wierzą, że długowieczność wiąże się z umiejętnością zatrzymania się, odpoczynku i regeneracji sił. A taki koncert może być właśnie okazją do naładowania wewnętrznego „akumulatora”.

W okresie wakacyjnym mamy bogatą ofertę muzyczną – są wspaniałe koncerty różnego rodzaju, w tym jazzowe, jest klasyka, jednym słowem duży wybór. Ale muzyka organowa łączy się z sacrum, jest wyjątkowa. A to na pewno też wielu wciąż przyciąga.

Trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że ten sam instrument – organy – w kościele brzmi zupełnie inaczej niż, na przykład, w sali filharmonii. Odbiór dźwięku w przestrzeni sakralnej jest wyjątkowy. Świątynie nadają muzyce szczególnej magii, głębi duchowej i atmosfery bliskiego spotkania z Panem Bogiem.

Pamiętajmy, że organy – najbardziej tradycyjny, liturgiczny instrument piszczałkowy – od wielu wieków są obecne w kościołach. To właśnie one stanowią najbardziej naturalny element liturgii. Poznajemy je już od najmłodszych lat, uczestnicząc w niedzielnych mszach świętych, a ich brzmienie towarzyszy nam przez całe życie, aż po jego kres.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

 

Galeria zdjęć

fundusze_europejskie.jpg

reczpospolita.png

unia_europejska.jpg

Informacje o cookies ....

Zapisano